Obóz naukowy w Beskidach
Danuta Lipa, 11 maja 2012
Kolejna majówka Studenckiego Koła Naukowego Geologów przeszła już do historii, a jednak wspomnienie przebytej przygody wywołuje uśmiech i powracają jeszcze nieokrzepłe wrażenia tak niedawnej wyprawy. Wydaje się, że SKNG zaczyna tworzyć nową tradycję, której podtrzymanie leżeć będzie nie tylko w kwestii zarządu koła, ale i wszystkich, którzy zakochani są w polskich górach. To już drugi rok z rzędu wiosenny obóz naukowy spędzany jest przez studentów w Karpatach. Zeszłoroczny wypad w dzikie i rozległe Bieszczady doskonale uzupełnia się z celem tegorocznej eskapady, którym był Beskid Żywiecki.

Ktoś może zapytać, dlaczego właśnie okolice Żywca? Już spieszę z odpowiedzią: pomysł zrodził się jeszcze na bieszczadzkich połoninach – czyż nie warto byłoby po Beskidach Wschodnich odwiedzić Zachodnie, zobaczyć, poznać, porównać? I gdzie, jak nie do „Królowej Beskidów”?! Poza tym niezaprzeczalne walory nie tylko stricte turystyczne, ale i geologiczne, historyczne, kulturalne czynią z tego regionu obiekt pożądania dla turystów spragnionych dzikiej przyrody, alpejskich krajobrazów, wydarzeń kulturalnych, czy zwykłej rekreacji.

 Naszą włóczęgę rozpoczęliśmy w Żywcu, stolicy Beskidów, od którego wzięło nazwę całe pasmo okalających miasto gór. Ukryte pośród wzniesień, w dolinie rzeki Koszarawy i Soły, przegląda się w lustrze wód Jeziora Żywieckiego. Położone w kotlinie, jest doskonałą bazą wypadową na Grojec, ale też i dłuższe wędrówki w Beskid Śląski – na zachodzie, Mały – na północy, Średni (Makowski) – ku wschodowi oraz Wysoki (Żywiecki) – na południowy-wschód. Szczycąc się ponad 700-letnią historią ma do zaoferowania wiele atrakcji, wśród nich ciekawe zabytki: średniowieczny zamek otoczony potężnym parkiem, dwa kościoły, które stoją w mieście już około pięciu wieków, muzeum miejskie oraz słynny browar z 1856r. z ciekawie urządzonym, interaktywnym muzeum.

Podążając z Żywca żółtym szlakiem dotarliśmy na Średni Grojec, gdzie w cieniu ustawionego tam krzyża zapoznaliśmy się z ogólną budową geologiczną Karpat. Region, w którym się znaleźliśmy należy do Beskidów Zachodnich, które z kolei wchodzą w skład zachodniej części Karpat Zewnętrznych. Ogólnie akceptowaną granicą z Karpatami Wewnętrznymi jest Pieniński Pas Skałkowy, za którym ku południowi ciągną się kolejno: wewnętrzny basen fliszowy – tzw. eoceński flisz podhalański, mezozoiczne pokrywy osadowe i trzon krystaliczny Tatr. My skoncentrowaliśmy się jednak na części zewnętrznej, którą stanowią płaszczowiny fliszowe zbudowane głównie z turbidytów o stratygrafii obejmującej późną jurę, wczesną kredę, aż po paleogen, niekiedy miocen. I tak śledząc wychodnie skalne od południa ku północy  wyróżniamy: płaszczowinę magurską, największą powierzchniowo na terenie naszego kraju, która zbudowana jest z piaskowców magurskich, miejscami łupków o wieku późna kreda-paleogen; dalej na wschodzie płaszczowina dukielska o podobnym wieku i skałach łupkowych, piaskowcowych oraz marglistych; również duża płaszczowina śląska, o największym zasięgu stratygraficznym: od późnej jury po oligocen, którą w zachodniej części podzielono na jednostkę cieszyńską oraz godulską; kolejno płaszczowina podśląska o wieku oznaczonym na wczesną kredę-paleogen i składająca się z osadów łupkowych, głębokowodnych; płaszczowina skolska, której margle krzemionkowe, warstwy inoceramowe i osady łupkowe są wieku wczesnokredowego. Następna płaszczowina – stebnicka to molasa wczesnego i środkowego miocenu, która wraz z łuskami zgłobickimi stanowi zdeformowane zapadlisko przedkarpackie. Dalej ku północy rozciąga się już tylko niezdeformowany miocen zapadliska. Wszystkie te struktury są produktem orogenezy alpejskiej, która w Europie Środkowej wywołana została kolizją płyty europejskiej z płytą apulijską, co miało miejsce na przełomie kredy i paleogenu, wyjaśniała Danuta Lipa. W paru słowach zarysowała również sytuację geologiczną Żywca, który zlokalizowany jest w oknie tektonicznym, co pozwala na odnalezienie skał budujących łuski poddukielskie i płaszczowiny śląską oraz podśląską, pomimo położenia w obrębie płaszczowiny magurskiej.

Po wielkim wysiłku cel zdobyty – Grojec – 612 m n.p.m.. Cóż za widok! Przed nami panorama okolicy: po sam horyzont góry Beskidów Zachodnich, w kotlinie Żywiec, po jeziorze pływają żaglówki…

A co pod stopami? Agnieszka Kawka przybliżyła nam tajemnice tego wzniesienia. Otóż Grojec to nie pojedyncze wzgórze, ale aż trzy: Mały, Średni i Duży Grojec. Zbudowany jest ze skał fliszowych płaszczowiny śląskiej, podśląskiej i magurskiej. To też jedno z najbardziej znanych odsłonięć płaszczowiny podśląskiej, gdzie jednostka cieszyńska wykształcona w postaci łupków i wapieni zawiera intruzje cieszynitów. Ta swojsko brzmiąca nazwa, kryje w sobie magmową skałę głębinową o barwie oliwkowozielonej, ciemnoszarej, składającą się z kryształów piroksenu, amfibolu, plagioklazu oraz skaleniowców, niekiedy też innych minerałów. Co warte podkreślenia, jest to skała rzadka, występująca w Czechach i Polsce (Karpaty), po raz pierwszy opisana w okolicy Cieszyna – stąd nazwa. Ciekawostką okazuje się też informacja, że na Grojcu odkryto ślady kultury łużyckiej sprzed 2500 lat.

Czując coraz bardziej doskwierający upał z ulgą udaliśmy się do słynnego na cały kraj browaru. Z uwagą wysłuchaliśmy przewodniczki, która przybliżyła nam techniki warzenia piwa, opisała wystawione na wystawach zabytkowe urządzenia, opowiedziała barwną historię żywieckiego zakładu i podała piorunujące liczby określające m.in. przepływ w rurociągach kierujących się do rozlewni, a także ilości produkowanego trunku.

 Kolejny dzień przyniósł największe wyzwanie. Mając świetną bazę wypadową z Zawoi, nawiasem mówiąc największej powierzchniowo i najdłuższej  (o czym boleśnie przekonaliśmy się w niedługim czasie) wsi w Polsce, przypuściliśmy atak na „Halę Czarownic”, Diablaka, „Diablą Kuchnię”, „Matkę Niepogód”, „Diabli Tron”… O czym mowa? Przed nami główny cel całego wypadu: Babia Góra – 1725 m n.p.m.. Ostatnia, formalna nazwa tłumaczona jest tym, że wierzchołek Babiej często zakryty bywa mgłą lub chmurami, tak jak to czyniły kobiety zasłaniając twarz chustą lub welonem. Na temat tej góry zawsze krążyło wiele legend i opowieści. Ludzie mówią o zasypanym wejściu u północnych podnóży prowadzącym do wnętrza Ziemi i … do Japonii – w co raczej jako młodzi geolodzy nie uwierzyliśmy. Jednak o tym, że to najbardziej kapryśny szczyt w Beskidach przekonaliśmy się sami, choć na szczęście nie tak dosadnie. Przecież przestrogi przed nią nie wzięły się znikąd, a też nie są fantazją poety Felicjana M. Faleńskiego (1825-1910):

…Lecz jeśli jejmość pękata,

Wspomniawszy odwieczne lata,

Gdy była młodą,

W czepiec obciąga łysinę

I wstęgi błyskawic sine

Wiąże pod brodą-

Nim się w niej wichry zakrztuszą,

Uciekaj z duszą!

Babiogórski Park Narodowy przywitał i pożegnał nas gromami, a wędrując ku grzbietowi szliśmy w pełnym słońcu grzęznąc i ślizgając się po śniegu - swoją drogą cóż to z świetna zabawa przy schodzeniu! 

Odpoczywając przed podejściem na przełęcz zatrzymaliśmy się w schronisku na Markowych Szczawinach (1180  m n.p.m.). Jest to najstarsze polskie schronisko w Beskidach Zachodnich, wzniesione w 1906 roku, choć zmodernizowane i ponownie oddane do użytku w roku 2010. Nosi imię swego twórcy – dr-a Hugona Zapałowicza – przyrodnika i wielkiego entuzjasty tego regionu. Warto też wspomnieć, że mieści się tutaj małe muzeum turystyki beskidzkiej i ludzi związanych z Babią Górą.

Korzystając z postoju krótką prelekcję wygłosiła Justyna Duśko: poznaliśmy historię i ciekawostki związane z Babiogórskim Parkiem Narodowym. Został on założony w 1954 roku ze względu na klasyczne wykształcenie układu pięter roślinnych, unikatowy zespół roślinności naskalnej, a także jedyną w Polsce lokalizację flory: okrzynu jeleniego i rogownicy alpejskiej. Park może się również poszczycić dziką fauną typu niedźwiedzi, rysi i wilków, z którymi na nasze szczęście oko w oko się nie spotkaliśmy. Kompleks ten  został w 1977 roku włączony przez UNESCO w sieć światowych rezerwatów biosfery – jako pierwszy z górskich parków narodowych w Polsce. Na Babiej Górze ponadto występuje jedyne w Beskidach piętro halne z wysokogórskim krajobrazem i interesującymi formami pochodzenia osuwiskowego.

Osiągając przełęcz Brona położoną na wysokości 1408 m n.p.m., delektowaliśmy się pierwszymi rozległymi panoramami: na zachód rozciąga się Cyl, czyli Mała Babia Góra, ku wschodowi piętrzy się ogromny Diablak, a pod nami Zawoja. Przełęcz najprawdopodobniej zawdzięcza swą nazwę staropolskiej bramie – bramie, którą jest dla masywu. Główny jego trzon zbudowany jest z piaskowców magurskich, średnio- i gruboziarnistych, których warstwy zapadają na południe, co skutkuje stromym podejściem z przeciwnej strony. Szczytowa partia leży na warstwach hieroglifowych, pokryta jest gołoborzem i rumowiskami skalnymi. Nieco poniżej szczytu ustawiono obelisk - pamiątkę po wizycie w tym miejscu w 1806 roku palatyna Węgier arcyksięcia Józefa Habsburga.

„Królowa Beskidów” okazała swą łaskawość  darząc nas słoneczną pogodą i dobrą widocznością.

Sycąc oczy przepięknymi panoramami rozciągającymi się ze szczytu podziwialiśmy na południu kotliny Spisza, Orawy i Podhala, Jezioro Orawskie, dalej łańcuch Tatr Wysokich i Zachodnich, ku zachodowi Małą i Wielką Fatrę, w kierunku północnym Zawoję wijącą się u podnóży, całą dolinę Skawicy, a także Beskid Żywiecki w pełnej krasie.

 Następny dzień spędziliśmy w bliskim koleżeństwie z wodą, nie tylko tą pochodzącą z wysokości nieba, ale też płynącą z szumem w potoku koło naszych stóp. Przy malowniczo położonym wodospadzie Mosorczyk, który wciął się w utwory fliszowe odsłaniające się na brzegach, Patryk Dominik przybliżył wszystkim warunki hydrogeologiczne Karpat oraz najbliższej okolicy. Okazało się, że znajdujemy się w  subregionie wodnym Karpat  Zewnętrznych, należącym do regionu Górnej Wisły prowincji Wisły, gdzie  w utworach wodonośnych typu piaszczysto-żwirowego, gliniasto-rumoszowego oraz szczelinowego fliszu występują słodkie wody pochodzenia infiltracyjnego o przewadze jonów HCO3- i Ca2+. Ich mineralizacja wynosi od 200 do 500 mg/l, choć lokalnie przekracza górną granicę i są to tzw. akratopegi. W utworach piaskowcowych porowatość nie ma praktycznie znaczenia wodonośnego. Decydującą rolę w krążeniu wód podziemnych i zawodnieniu masywu odgrywa tu szczelinowatość. W piaskowcach drobno- i średnioziarnistych szczeliny są regularne, zorientowane  prostopadle lub równolegle do uławicenia. Z kolei w piaskowcach gruboławicowych mają przebieg nieregularny. Współczynnik szczelinowatości skał zmienia się w zależności od litologii, i tak utwory frakcji iłowej wykazują 1-2%, frakcji piaszczystej 2-5%, a zaangażowane tektonicznie 5-8%. Należy też pamiętać, że najliczniej reprezentowane są studnie o głębokości 20-50, 50-80m, a jest to wymuszone maksymalną głębokością strefy chłonnej, która sięga  na tym terenie 100m. Wodoprzepuszczalność obszaru waha się w granicach od 1*10-5do 1*10-6 m/s, czyli jest słaba,  a wydajności ze studni wynoszą 1-2,5 m3/h, co stanowi dość znikomą ilość wody. Istotną rolę w  kształtowaniu warunków hydrogeologicznych odgrywają również utwory czwartorzędowe (lokalne zasobne zbiorniki wód podziemnych) występujące przykładowo w Kotlinie Żywieckiej, gdzie studnie wykazują wydajność  do 50 m3/h. Ważną informację stanowi fakt, że występują tu dość licznie wody mineralne związane z ascenzyjnym wypływem wód z głębszych partii fliszu. Jako ciekawostkę można też podać, że południowa część Babiej Góry leży w zlewni Dunaju uchodzącego do Morza Czarnego, a na ironię zakrawa, że w niedalekich Tatrach występują najwydajniejsze źródła, w tym znajdujące się w Dolinie Kościeliskiej Źródło Lodowe o wydajności około 1000 l/s!

Podążając w kierunku Hali Śmietanowej dotarliśmy na Mosorny Groń (1047 m n.p.m.), z którego widok zaparł nam dech w piersiach. Masyw babiogórski widoczny jak na dłoni, jednocześnie tak blisko, a tak odległy, wysoki, niedostępny. I to było ostatnie spojrzenie na Babią Górę, zarazem pożegnanie z Beskidami Wysokimi. Nie wiadomo, kiedy po raz kolejny tu zawitamy, ale z pewnością poznamy potężny szczyt Diablaka i przypomną nam się wspólne chwile spędzone na szlaku, wśród dzikiej przyrody, z niebem nad głową i plecakiem na plecach.

 Bogatsi w nowe doświadczenia, niezapomniane wrażenia, praktyczną wiedzę i miłe wspomnienia wróciliśmy do stolicy Dolnego Śląska. A każdemu szukającemu atrakcji turystycznych, historycznych, kulturalnych, geologicznych polecamy okolice Żywca. Wprawdzie nie tak odludna, jak Bieszczady, ale z bardziej rozwiniętą infrastrukturą turystyczną, wieloma miejscami wartymi odwiedzenia i ciekawostkami, które warto poznać, jest Żywiecczyzna atrakcyjnym regionem do spędzenia kilkunastu wolnych dni. W górach, w miasteczku, nad jeziorem, jak kto woli. Według myśli Stanisława Jachowicza „Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”, istnieje w Polsce tak wiele niedocenianych, a urokliwych miejsc, że warto chociażby w długi weekend majowy wybrać się na wędrówkę po jakimś wybranym zakątku naszego kraju, co z pewnością będzie z korzyścią zarówno dla ciała, jak też ducha i umysłu.

 

Obóz naukowy Studenckiego Koła Naukowego Geologów UWr odbył się w dniach 01-04.05.2012r. Wzięło w nim udział 12 studentów geologii: Ćwiek Mateusz, Dominik Patryk, Duśko Justyna, Gasz Marek, Haładyn Michał, Kawka Agnieszka, Kozdrowska Dominika, Lipa Danuta, Mazurek Adam, Rudnicka Paulina, Rudolf Marta, Solarek Małgorzata.

update: 2013-09-11 22:26:32
SKN Geologów UWr © 2016 - Wszystkie prawa zastrzeżone
System by karo-net.pl | Logo by wojciech.zasina.net