Wyjazd terenowy do sudeckiego regionu geotermicznego
M. Wyszatkiewicz, T. Kowalczyk, 17 kwietnia 2013
W dniach 12-13 kwietnia 2013 r. odbył się wyjazd terenowy do sudeckiego regionu geotermicznego z inicjatywy sekcji hydrogeologii. Celem było dotarcie do czterech wybranych dolnośląskich uzdrowisk. W wyjeździe udział wzięli opiekunowie sekcji: prof. S. Staśko i dr S. Buczyński oraz 11 studentów.

Pierwszym docelowym miejscem był, leżący jeszcze na bloku przedsudeckim, Przerzeczyn-Zdrój - najmniejsze działające w Polsce uzdrowisko. Kameralność obiektu zaznaczyła się dość mocno brakiem obsługi uzdrowiska w czasie naszego przyjazdu. Nie przeszkodziło to uczestnikom w raczeniu się wodą bijącą z jednego źródła (dość fantazyjnie zbudowanego). Dzięki zapasowi kubków użyczonych przez prof. Staśkę można było posmakować wody ze źródła. Jeszcze w drodze nasi opiekunowie przekazali nam informacje nt. wody ze źródeł, którą trzeba było skosztować. Woda słabo zmineralizowana (0,043-0,055%), lecz wysoce radonowa. Mimo, że wizyta była krótka, to uczestnikom udzieliła się aura nadchodzącej przygody.

Po wyjeździe z Przerzeczyna w niespełna dwie godziny dostaliśmy się do Lądka-Zdroju. Pierwszym punktem operacji „źródła”, było spróbowanie wody z kolejnego ujęcia. Tym razem mieliśmy wątpliwą przyjemność zakosztować w niuansach smakowych wypływu „Chrobry”, tuż obok kompleksu uzdrowiskowego „Wojciech”, będącego wizytówką miasta. Mimo subtelnych uwag ostrzegawczych wysuwanych przez pana profesora, pierwsi śmiałkowie pili ze źródła wartko. Każdy kto do tej pory nie miał styczności z jajkami, które zbyt długo nędznieją w kuchni, już wiedział, że warto jeść je świeże. Siarkowodór obecny w tej wodzie potrafił nas o tym zapewnić. Jakże romantycznym znakiem ostrzegawczym w takim razie, okazały się skorupki po jajku, pozostawione koło schodów prowadzących do kraniku z wypływem wody. Mimo kwaśnych min, spróbowali wszyscy i niektórym z nas odbiło się „jajkami”. Tuż po krótkim wprowadzeniu naszych koordynatorów odnośnie geologii i hydrogeologii Lądka-Zdrój, przywitała nas pani Ania, pracowniczka uzdrowiska. Zaprowadziła nas wraz z geologiem do kolejnego źródła. Tym razem była to w pełni zautomatyzowana zabudowa, która szeregiem pomp, mierników ciśnień, i kratami przed wejściem, oznajmiała nam, że to główny wypływ wody termalnej, którą dostarcza się kuracjuszom. Dzięki uprzejmości koordynatora obiektu, mogliśmy nabrać wody i z tego wypływu. Woda termalna, przy tak niesprzyjającej opaleniźnie pogodzie, dostarczyła nam emocji porównywalnych z tymi, które wzbudza w nas herbata z cytryną w bożonarodzeniowy poranek. Jak się okazało, woda, którą sobie popijaliśmy, również była wodą niskozmineralizowaną oraz radonową, przy czym tutaj stężenie tego promieniotwórczego pierwiastka było większe. Dowiedzieliśmy się, że to pozytywnie może leczyć wiele schorzeń. Począwszy na reumatologicznych oraz neurologicznych, po hormonalne związane z układem płciowym mężczyzn. Dlatego też cała męska część ekipy naukowej, wypiła po jeszcze jednym toaściku. Dodatkową ciekawostką czysto naukową, którą nam przedstawiono, był wykres stanu poziomu zwierciadła wody na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy. Okazało się, że wykres odnotował anomalny pik niezwiązany, ani z efektami barycznymi, ani porą roku. Rezultatem tego był wzrost wydajności źródła. Przypadał on na koniec pierwszej połowy marca 2011. Było to związane z trzęsieniem Ziemi, które nawiedziło wtedy wschodni brzeg Japonii. Tak więc otrzymaliśmy namacalny dowód, jaki globalny wpływ mogą mieć takie epizodyczne zjawiska i jakie otrzymujemy niespodziewane narzędzia do analizy owych wydarzeń. Podekscytowani takimi danymi, ruszyliśmy na zwiedzanie kompleksu „Wojciech”. I tutaj okazała się nieoceniona wiedza pani Ani, które barwnie wyjaśniła nam historie całego obiektu, jak i oprowadziła nas po komnatach, gdzie Lądek gościł swych najznamienitszych kuracjuszy m.in. prezydenta USA J. Q. Adamsa, cara Wszechrosji Alexandra II Romanowa, jego wielką prababcię Katarzynę II, cesarza pruskiego Fryderyka Wilhelma oraz Wolfganga Goethego.  Tuż po godzinie trzynastej, również my mogliśmy zakosztować w dobrodziejstwach, jakimi gościł Lądek wielkich tego świata. Kolejne dziesiątki minut spędziliśmy bowiem na basenie w „Wojciechu”. Po kąpieli w wodzie, którą tak niechętnie piliśmy z ujęcia Chrobry, udaliśmy się na krótką strawę a potem pośpiesznie ruszyliśmy w dalszą drogę, pozostawiając w pamięci uroki Lądka-Zdrój jak i poważny zastrzyk wiedzy.

Kolejnym etapem naszej podróży było Długopole-Zdrój. Podczas tej krótkiej wizyty mieliśmy okazję zasmakować wody, która jednogłośnie okazała się najsmaczniejszą. Nie wiadomo do końca, czy był to jedynie efekt wynikający ze zmycia na zębach posmaku siarczanów z lądeckich źródeł, czy też zasługa wyraźnej mineralizacji, która określała tą wodę jako szczawę. Dodatkowym smaczkiem, była duża zawartość kationów żelaza, co uwidaczniało się do dłuższym postoju wody w kubku, gdzie wytrącały się tlenki żelaza. Po krótkim zwiedzaniu uzdrowiska, zrozumieniu istoty przyjemności, jakich doznają kuracjusze oraz wolnym ale romantycznym spacerze okolicznym parkiem, ruszyliśmy do samochodów, by udać się na zasłużony odpoczynek. Cel – nocleg W Polanicy Zdrój.

Polanica przywitała nas urokliwym pensjonatem, o którym każdy wypowiadał się bardzo ciepło. Po szybkich zakupach żywności, napojów i innych medykamentów podtrzymujących życie, wróciliśmy, by czym prędzej zorganizować ognisko, tuż przy Bystrzycy Dusznickiej. Podobnie jak podczas służby, obecnością zaszczycili nas nasi opiekunowie. Spędziliśmy bardzo miły i sympatyczny wieczór przy ognisku z kiełbaskami, starych dowcipach, kocie Stefanie oraz lodówce, którą ktoś transportował w dół rzeki.

Nazajutrz wszyscy w dobrych nastrojach i o wyśmienitym zdrowiu, ruszyliśmy kilkanaście kroków przez jezdnie aby zapoznać się ze źródłami Polanicy-Zdrój. Po kolosalnej dawce informacji, poczęliśmy degustować się zarówno wodą jak i pięknem kurortu w mieście. Rzeczywiście robił on największe wrażenie spośród wszystkich odwiedzonych. Sama woda, określana podobnie jak w Długopolu mianem szczawy, była dostępna w dwóch wariantach: chłodniejszym oraz bardziej termalnym. Po długim, wesołych spacerze okolicznym parkiem oraz miastem, cała ekipa udała się do Kłodzka. Tutaj większość grupy miała okazję, zwiedzić słynną twierdzę Kłodzko. Tuż po tym, wszyscy już lekko znużeni owocną podróżą, udaliśmy się z powrotem do Wrocławia. Wszyscy, nawet śpiąc w autach, mieli uśmiechy na ustach.
update: 2013-09-03 13:20:01
SKN Geologów UWr © 2016 - Wszystkie prawa zastrzeżone
System by karo-net.pl | Logo by wojciech.zasina.net