Śladami prof. Stanisława Zubera – obóz naukowy SKN Geologów
Patryk Dominik, Marta Rudolf, Żaneta Stępień, 14 paŸździernika 2011
Czy wszyscy już są? Nikt nie zapomniał paszportu? Możemy już jechać? Tak zaczęła się bałkańska przygoda Studenckiego Koła Naukowego Geologów. Dnia 8 sierpnia 2011 roku, po całorocznym trudzie zdobywania funduszy, planowaniu i wielogodzinnych dyskusjach rozpoczęliśmy realizacje projektu „Albania 2011 – śladami prof. Stanisława Zubera”. Po spędzeniu trzech dni w busie oraz przejechaniu ponad 1300 km dotarliśmy do pierwszego planowanego punktu naszej wyprawy – Parku Narodowego Durmitor w północnej części Czarnogóry.

Chłodne noce i jeszcze zimniejsze poranki oraz nieprzewidywalna pogoda nie rozpieszczały uczestników obozu. Ale czego mogliśmy się spodziewać rozbijając obóz na wysokości ponad 1400 m npm? Zapierająca dech w piersiach panorama jednego z najwyższych pasm gór Dynarskich, Durmitoru, zrekompensowała nam wszystkie niedogodności. Jednodniowa aklimatyzacja nad Czarnym Jeziorem umożliwiła zebranie sił potrzebnych do zdobycia najwyższego szczytu Czarnogóry, Bobotov Kuk (2523 m npm). Przemierzając niemal puste szlaki turystyczne mieliśmy niepowtarzalną okazję podziwiać wielkoskalowe fałdy i inne makrostruktury geologiczne utworzone z triasowych wapieni.

Następnym przystankiem naszej wyprawy była miejscowość Sveti Stefan (Św. Stefan) leżąca nad wybrzeżem Adriatyku. To tutaj po raz pierwszy mogliśmy poczuć prawdziwy śródziemnomorski klimat. Górskie obuwie w mgnieniu oka zamieniliśmy na stroje kąpielowe. Uważajcie na jeżowce! - ostrzegał dr Sroka całą grupę, która w blasku księżyca wbiegała do leniwie falującego morza. Oprócz wielu atrakcji geologicznych i krajobrazowych, wybrzeże Montenegro zachęca zagranicznych globtroterów coraz lepiej rozbudowaną bazą turystyczną. Budva, najbardziej „turystyczne” miasto nad czarnogórskim wybrzeżem, zaskoczyła nas niezliczoną ilością luksusowych sklepów i restauracji. Pamiątki zakupione w tym 15-tysięcznym miasteczku nieco uszczupliły nasz skromny budżet.

Granicę albańsko-czarnogórską przekroczyliśmy 15 sierpnia świadomie wjeżdżając do jednego z najbiedniejszych państw starego kontynentu. Przyzwyczajeni do europejskich standardów z dużym niepokojem i trwogą obserwowaliśmy mijające nas pojazdy. Jednym z nich był skuter z minionej epoki, na którym podróżowało czterech dorosłych mężczyzn. Normalnych, dziurawych dróg w Albanii, nierzadko brak. Zamiast nich w wielu miejscach znajdziemy dukty tranzytowe o bliżej nieokreślonej nawierzchni. Dla niektórych z nas był to pierwszy kontakt z wyznawcami islamu. Liczne miejsca kultu (meczety) i uporczywe modły odprawiane przez wiernych w środkowej Albanii pozwoliły bliżej zapoznać się z kulturą i poczuć dotąd niespotykaną atmosferę wschodu.

Bez wątpienia jednak najbardziej interesującym doświadczeniem z punktu widzenia geologów była możliwość obserwacji pełnej sekwencji ofiolitowej strefy Mirdita. Z każdego odsłonięcia udało nam się zebrać i opisać odpowiednie próby skalne, a poza tym wzbogaciliśmy swoją kolekcję okazów w rzadko występujące chromity, a kolekcję naszego Instytutu o cenne próby dunitów. Podążając na północny wschód kraju ponownie znaleźliśmy się w górach. Tym razem naszym celem było zdobycie najwyższego szczytu Albanii. Wejście na Korab stanowiło dla nas nie lada wyzwanie, gdyż startowaliśmy z poziomu 1200 m, a nasz cel sięga u szczytu wysokości 2764 m npm. Dodatkowo sytuację utrudniał brak jakiejkolwiek mapy i zupełny brak szlaków turystycznych. Jednak młodych, rządnych przygód geologów nic nie mogło powstrzymać. Wyruszyliśmy o świcie zdając się jedynie na miejscowych przewodników (pasterzy) oraz wskazówki narysowane na skrawku papieru. Po kilkugodzinnym trudzie w ujmującej ciszy mogliśmy podziwiać otaczające nas gipsowe góry.

Kierując się po raz kolejny w stronę wybrzeża zatrzymaliśmy się w Kruji, będącej centrum historycznego kultu albańskiego przywódcy Skanderbega. Jest to jedno z nielicznych miejsc, gdzie istniała możliwość nabycia prawdziwie albańskich pamiątek. Uliczni handlarze nie oszczędzali sił, aby przekonać nas do zakupienia flag narodowych, czy ludowych strojów.

W ostatnim tygodniu naszej wyprawy mieliśmy wątpliwą okazję odwiedzenia Tirany, największego miasta w Albanii. Długo oczekiwana stolica niestety nas rozczarowała. Centrum miasta stanowi plac Skanderbega, który otaczają zaniedbane blokowiska pamiętające czasy komunistycznego przywódcy Enwera Hodży.

Z miasta, w którym najbardziej doskwiera upał, skierowaliśmy się ponownie na wybrzeże. Karpen, niewielka nadmorska miejscowość urzekła nas swoim zacisznym charakterem. Komfortowe warunki sanitarne i pusta piaszczysta plaża sprawiły, że z trudem rozstawaliśmy się z tym miejscem.

Ostatnim morskim akcentem wyprawy był pobyt na Półwyspie Zvernëc (Laguna Nartës). Mimo niezaprzeczalnych walorów geoturystycznych i urokliwej plaży (plazh), nieodłącznym elementem istniejącego krajobrazu są dzikie wysypiska śmieci w otoczeniu bunkrów – powojennych reliktów XX wieku. W tych warunkach niemożliwe było rozbicie namiotów, dlatego skorzystaliśmy z uroków spania pod „gołym niebem”. Sama Laguna Nartës obfituje w niezwykle ciekawe formy geologiczne, m.in. rozliczne struktury sedymentacyjnej i erozyjnej działalności morskiej. Nielicznym z nas udało się odnaleźć pancerze krabów oraz organizmów rafowych (m.in. jeżowców, ślimaków).

Ostatnią noc w Albanii spędziliśmy rozbijając obóz nad brzegiem Jeziora Ochrydzkiego, położonego na granicy albańsko-macedońskiej, które jest najstarszym jeziorem w Europie oraz najgłębszym na Bałkanach. Powstanie jeziora można tłumaczyć skomplikowaną paleogeńską tektoniką. Krystalicznie czysta woda jest jednym z argumentów dla przyjeżdżających tutaj turystów. Położone nieopodal malownicze miasta (m.in. Sveti Naum, Ohrid) pozwoliły na chwilę zapomnienia przed powrotem do Polski.

„Żegnajcie nam dziś albańskie dziewczyny, żegnajcie nam dziś marzenia ze snów, ku krajom północnym wyruszać już pora, lecz kiedyś na pewno wrócimy tu znów” – słowami tej piosenki pożegnaliśmy bałkańską krainę. Każdy kolejny kilometr, który przybliżał nas do Wrocławia uświadamiał nam, że to już koniec wspaniałej przygody. Pod Uniwersytetem Wrocławskim pojawiliśmy się późnym wieczorem, 28 sierpnia.

W wyprawie wzięło udział 21 studentów SKNG, opiekun Koła dr Waldemar Sroka i Mariusz Bąk (kierowca „żółtośladu”), dzięki któremu dotarliśmy do zaplanowanych wcześniej miejsc. Wszystkie wspólnie spędzone chwile sprawiły, że każde wspomnienie o Albanii budzi w nas pozytywne emocje.
update: 2013-05-28 21:14:59
SKN Geologów UWr © 2016 - Wszystkie prawa zastrzeżone
System by karo-net.pl | Logo by wojciech.zasina.net